Szybkie vs skuteczne odchudzanie

13/02/2018

Kiedy mówimy lub czytamy o odchudzaniu/ dietach odchudzających mamy zwykle przed oczami wizję siebie za 2 tygodnie, chudszych o kilka kilogramów, z wymarzoną sylwetką, podziwianą nie tylko przez nas samych. Intensywnie angażujemy się w naszą dietę, mało jadamy w obawie przed przytyciem, kilka razy dziennie stajemy na wadze, wylewamy siódme poty i codziennie patrzymy w lustro, mając nadzieję, że jesteśmy już piękniejsi.

Mija tydzień – waga spada, pojawia się euforia a wraz z nią chęć sięgania po „więcej”, czyli kolejnego obniżania wagi.

Przychodzi tydzień drugi, jesteśmy już trochę osłabieni, ale wmawiamy sobie, że przecież wszystko jest ok. Waga zaczyna stać w miejscu, a my jemy jeszcze mniej, bo przecież coś musiało pójść nie tak, skoro wcześniej spadało, a teraz już nie idzie…

Sfrustrowani i wyczerpani zaczynamy w końcu odpuszczać i jeść więcej. Jemy duuuużo więcej, a wraz z rozciąganiem się żołądka, jeeeeeszcze więcej. Jedzenie nigdy nie było tak smaczne jak teraz! Wchodzimy na wagę po tygodniu, a tam? + 3 kg! O nie! Jak to się stało?! Trzeba znów się odchudzać… Powoli staje się to naszą obsesją…

To właśnie efekt JOJO. 

 

 

 

A jak wygląda to z punktu widzenia organizmu? Dlaczego szybkie odchudzanie jest złe?

Zacznijmy od początku…

Zaczynamy dietę!

tydzień pierwszy: żołądek otrzymuje zmniejszone dawki żywieniowe, zaczyna trawić je wolniej, bo w czasie gdy wcześniej dostawał pokarm, teraz go nie otrzymuje. Metabolizm zaczyna zwalniać, a część produktów zaczyna być magazynowana na wypadek głodu. Stopniowo zmniejsza się nawodnienie organizmu, toteż waga zaczyna spadać.

tydzień drugi: w wyniku słabego nawodnienia organizm zaczyna zatrzymywać wodę i wydala jej mniej. Żołądek jest skurczony, więc nie potrzebuje już dużych ilości pokarmu – przystosował się do wolniejszego metabolizmu i do odkładania zapasów. Ciało nie otrzymuje już składników wartościowych (minerały, witaminy, budulec), toteż zaczyna  słabnąć i pobierać energię z mięśni. Waga staje w miejscu.

tydzień trzeci: po rezygnacji z odchudzania żołądek otrzymuje dużą porcję żywności, toteż zaczyna się spieszyć z jej trawieniem, ale zanim organizm nauczy się znów szybko wchłaniać, to najpierw odłoży resztę (bo odkładanie to jego specjalność ;] ). Potem znów zacznie otrzymywać śmieciowe jedzenie w dużych ilościach, ale „bojąc się” o kolejną głodówkę, nadal będzie odkładać na czarną godzinę. Po czym znów przychodzi głodówka i koło się zamyka… Tak mniej więcej to funkcjonuje.

Jeśli więc liczycie na szybkie odchudzanie – dajcie sobie spokój.

 

Jak to robić właściwie? 

 

No właśnie.  Nasz organizm zanim zaadaptuje się do jakiejś zmiany, wymaga czasu. Zanim nauczy się funkcjonować w konkretny sposób, musi zbadać całą sytuację.

Załóżmy, że wylądowaliśmy na bezludnej wyspie. Mija pierwszy dzień – czujemy się zagubieni. Jeszcze nie myślimy o tym jak spędzimy tu następny miesiąc, bo nie dociera do nas, jak sytuacja mogła się tak nagle zmienić. Po 2 dniach zaczynamy kombinować. Budujemy schronienie, bo sytuacja pokazała, że bez schronienia sobie nie poradzimy. Zaczynamy czuć głód, więc rozglądamy się za potencjalnym jedzeniem. Im tłustszego zwierza dopadniemy, tym bardziej się cieszymy, bo na dłużej zaspokoimy głód. Mija tydzień i powoli już orientujemy się w sytuacji. Wiemy o której wstawać, kiedy polować i skąd brać wodę. Mija miesiąc i wiemy już gdzie nie wolno chodzić, o której zachodzi słońce i mamy wybudowaną chatkę wraz z łodzią na połów ryb. (…) Sytuacja mogłaby się ciągnąć tak bardzo długo, a my stalibyśmy się zupełnie innymi ludźmi z całkowicie innymi celami i przyzwyczajeniami.

Tak samo jest z odchudzaniem.

Zanim przystosujemy się do nowej sytuacji, wyrobimy nowe właściwe nawyki, musi minąć trochę czasu. Ile? To jest już sprawą indywidualną. Nie wierz zatem w to, że jeśli w ciągu tygodnia zmienisz drastycznie swoje przyzwyczajenia, to nagle zaczniesz zdrowo chudnąć. Najpierw przeczekaj okres „szoku”, a potem ciesz się z bycia kimś NOWYM i LEPSZYM :)

No dobra… Ale JAK się zdrowo odchudzać?

 

Poniżej przedstawiam Wam 10 opracowanych przeze mnie zasad skutecznego odchudzania:

 

Po 1. Wykonaj badania krwi (glukoza, insulina, TSH, cholesterol, na początek zwykła morfologia może być nawet pomocna.) lub inne badania zalecone przez lekarza. Tylko wtedy dowiesz się, czy masz niedobór lub nadmiar danych elementów, zaburzenia pracy trzustki albo tarczycy.

 

Po 2. Spożywaj posiłki regularnie (co ok. 3 h). Każde spożycie posiłku po 6 godzinach przerwy uruchamia tryb „głodówki”

 

Po 3. Zamiast „śmieci” zacznij jeść „pokarm”. Śmieci to takie produkty, które zawierają: syrop glukozowo-fruktozowy, nektar, cukier, glutaminian sodu, mnóstwo konserwantów i ulepszaczy smaku oraz barwników. To produkty, które są wysoko przetworzone tj. poddane wielokrotnej obróbce przemysłowej. Jeśli przygotujesz w domu koktajl z jogurtu naturalnego i banana, to na pewno nie będzie to produkt tak przetworzony, jak jogurt bananowy zakupiony w sklepie. Zrezygnuj również z żywności instant,  produktów zawierających pszenicę oraz posiłków smażonych na nieznanym Ci oleju. Krótko mówiąc – jadaj w domu, nie na mieście ;) Tylko wtedy wiesz, co jesz. Jeśli następnym razem sięgniesz po produkt z danej półki, to zastanów się jaką drogę musiał przebyć (w sensie obróbki), aby się na niej znaleźć.

 

 

Po 4. Pij. Najlepiej zwykłą wodę. Lepsza kranówa niż „woda mineralna o smaku…”. Bóg wie czego. To również zaliczamy do kategorii „śmieci”. Pij około 2-2,5 l wody dziennie, a jeśli trenujesz, to nawet 3-4 l, szczególnie latem.

 

Po 5. Węglowodany spożywaj do godziny 18:00. Po tym czasie możesz zjadać wyłącznie produkty na bazie tłuszczu i białka. Najlepiej na 2-3h przed snem. No chyba, że o 20:00 ciężko trenujesz :) Wtedy banan o 19:00 nie jest grzechem.

 

Po 6. Posiłki w ciągu dnia muszą być zbilansowane. Tj. musisz dostarczyć organizmowi odpowiednią ilość kalorii pochodzącą w około 15% z białek, w 55% węglowodanów i 30% z tłuszczów. Nie zapominaj też o błonniku!

 

 

Po 7. Ćwicz! Wysiłek nie tylko wspomaga metabolizm, ale poprawia również nastrój. Dzięki temu polubisz bycie fit ;) Nie zapominaj oczywiście o regeneracji. W nadmiarze wszystko szkodzi.

 

Po 8. Daj sobie czas i nagradzaj się. Przypomnij sobie czasy, gdy nie potrafiłeś odmówić sobie zjedzenia ulubionej pizzy, chipsów czy czekolady. Za każde zwycięstwo silnej woli zrób sobie nagrodę. Oczywiście nie w postaci innego fast fooda :D Możliwości jest mnóstwo. A i sama satysfakcja zwycięstwa nad swoją słabością jest już sporą nagrodą.

 

Po 9. Nie oglądaj reklam i rób listy zakupów. Niestety producenci reklam zrobią wszystko, aby klient zatęsknił za smakiem pizzy, Snickersa czy czegokolwiek innego z kategorii „śmieci”. Czasem nawet działają na nas mimowolnie, a my nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Mało tego, zaraz po reklamie żeberek pojawi się kolejna o lekach na wątrobę. Bo przecież człowiek wg telewizji nie musi zdrowo jeść. Wystarczy pigułka i wszystko zrobi się samo. Pigułka na apetyt, na obniżenie apetytu, na krążenie, cholesterol, odchudzenie, zestaw witamin (a i tak połowa się nie wchłonie), na pobudzenie, na sen. Ohhh…  Jedzmy pigułki i bądźmy zadowoleni  ;] Moi drodzy – etykiety produktów czytajmy od tyłu :) Nie po kolorowej zachęcającej etykiecie na przodzie, ale po składzie (często najmniejszym druczkiem). Idąc do marketu zawsze miej ze sobą listę. Dzięki temu unikniesz rozproszenia i wkładania do koszyka tego, co zbędne.

 

Po 10. Wysypiaj się. Nawet najbardziej zdrowa dieta i sport nie pomogą, gdy organizm będzie przemęczony. Tylko zdrowy sen jest podstawą do dalszego działania. 7-8 h może wystarczyć, ale jeśli czujesz w ciągu dnia potrzebę na drzemkę – spróbuj! Nawet 5 min może być zbawienne i doda Ci energii na więcej ;)

 

 

Udotępnij na Facebooku
Polub
Please reload

Please reload

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now